Strona główna          Skład - galeria          Artykuły          Filmy          Przyjaciele teamu        

PIERWSZA ZASIADKA 2011 - BARDUTA PODBITA



Tydzień wcześniej niż w zeszłym sezonie wybrałem się z Tomkiem na 3 dobową zasiadkę na standardowe-pozimowe nasze łowisko Bardutę. Lody z wody zeszły tydzień wcześniej, ale temp wody nie miała się kiedy podnieść, bo pogoda nie była przez ten czas za przyjemna. W czwartek jak dojechaliśmy nad wodę to jej temp przy powierzchni oscylowała w okolicach 8-9 stopni a powietrza nawet do 14 st. Dobre prognozy pogody robiły nam nadzieję na pierwsze tegoroczne brania na tej przepięknej, dzikiej wodzie. Nasze zachowanie nie odbiegało od standardów, wybór miejsc na położenie zestawów, wywózka z lekkim punktowym przynęceniem (0,2-0,3kg/zestaw). Temperatura nie stwarzała warunków do szybkiego trawienia pokarmu przez naszych ulubieńców, więc z nęceniem nie było, co przesadzać. Jeszcze przed zmrokiem na zestaw Czarnego Wojownika, różową landrynę skusił się niewielki szczupak. Fajnie, ale nie przyjechaliśmy tu łowić drapieżników.


W nocy temperatura radykalnie spadła, ryba nie dawała żadnych oznak żerowania, nawet pojedynczego piii, nasze morale podupadało, ale tylko do 4.30 . O tej też godzinie odezwał się sygnałek Tomka i po 10 minutach na macie wylądował, jak się potem okazało, jego rekordowy karp.





Piątek minął strasznie, silny wiatr, opady deszczu, temp 5-6 st, ziąb taki, że przy wywózkach zestawów musieliśmy nałożyć rękawiczki. W takich warunkach, zaraz po zimie nie mogliśmy się spodziewać brań, na dodatek temp wody spadła do 5 st. Poza wywózkami cały dzień przeleżeliśmy w namiotach aż zaczęły nas boleć plecy.
W sobotę nastąpiła radykalna zmiana pogody, deszcz, wiatr ustał a temp podskoczyła do magicznej 10 kreski. Bardzo chcieliśmy to wykorzystać i przed ostatnią wywózką wszystko parokrotnie przemyśleliśmy i przedyskutowaliśmy, co nam przyniosło efekty. Pierwszy, o godzinie 22, odezwał się mój sygnałek. Po 120 metrowym holu okazało się, że ryba nie była jakimś rekordem, ale po zimie, pełnołuski, sprawił mi dużą frajdę.





O 4 nad ranem pojechał Tomkowi ładny okrąglaczek.



Jeszcze podczas zwijania namiotów i pakowania, kolejny raz Tomka sygnalizator zmuszony został do pracy, tym razem jechał ostro, aż gwizdało.



Fajny, emocjonujący hol przy świetle dziennym (7.00) już całkowicie poprawił mam humory, a tym bardziej Tomkowi. Jego pierwszy wyjazd przyniósł mu 3 piękne karpie o wagach 11.0 , 11.8 i 12,20 kg. Oj, super rozpoczęty sezon, gratulacje. A oto parę fotek z tego dzikiego łowiska.







Bobry atakują.























Czesław Jankowski.