Strona główna          Skład - galeria          Artykuły          Filmy          Przyjaciele teamu        

MOJE ROZPOCZĘCIE SEZONU - BARDUTA





Postanowiłem rozpocząć sezon na łowisku Gosławice między 7 a 10 kwietnia z kolegą Zbyszkiem z Warszawy. Niestety, z przyczyn technicznych Zbyszek nie mógł uczestniczyć w tej zasiadce. Lekko podłamany zastanawiałem się czy znajdę w tak krótkim czasie kompana na wspólne rozpoczęcie sezonu. Postanowiłem zadzwonić do Czesława, który zawsze jest zorientowany, kto, gdzie jedzie lub nie ma z kim jechać. Okazało się, że wszyscy już prawie mają poplanowane wyjazdy i chyba moje rozpoczęcie sezonu 2011 musi zostać przesunięte na początek maja. Wtedy Czesław zaproponował mi, abym dołączył do ekipy, która miała zamiar zaatakować Bardutę. W jej skład mieli wejść Czesław, Darek Leśnik, Jacek (kolega Czesława z pracy) oraz Sebastian (brat Black Warrior). Trochę czułem się nie zręcznie, że "wbijam się" na siłę, ale Czesław mnie zapewnił, że się zmieścimy i już nie raz tyle osób tam łapało. Cały podekscytowany odliczałem godziny do dnia "X". No i nastał. Czwartek 7 kwietnia 2011. Rozpoczęcie sezonu. Nad wodę przyjechałem około godziny 15-ej. Czesław miał dołączyć do mnie około 17-ej. Reszta ekipy miała się zjawić w piątek po południu. Czas na zmontowanie wędek, dobór zestawów i pierwszy w tym sezonie dylemat, „ na co". Pogoda trochę się zepsuła. W ciągu dnia przeszedł chłodny front i padał przelotny deszcz. Temperatura spadła do 7 stopni z zaczął wiać wiatr. Przyjechał Czesław. Krótkie omówienie strategii - gdzie zestawy, jakie zapachy kulek i ile zanęty na zestaw. Wędki na tripodach, ponton nadmuchany, przynęta i zanęta gotowa. Wywozimy! Moje dwa zestawy trafiają pod wyspę na głębszą wodę a jeden pod słynne już drzewko gdzie w zeszłym tygodniu miał brania Tomek. Czesław lekko na lewo na trochę płytszą wodę. Czekamy. Około godziny 22:30 następuje pierwsze branie. Mój sygnałek anemicznie popiskuje. Krótki hol i karp ląduje na macie. W trakcie odhaczania następuje branie u Czesława. Niestety ryba się nie "zapina". Karp przenocuje do rana w worku karpiowym a my szybko wywozimy zestawy.





Jeszcze tego samego wieczoru na kulkę Czesława połakomił się ładny lin a mnie "spina" się jedna ryba. Rano jeszcze przed śniadaniem następuje kolejne branie. Znów u mnie. Udaje mi się przyholować rybę do pomostu i Czesław z gracją podbiera miśka. Poranne oficjalne ważenie i sesja zdjęciowa. I jeden i drugi ważą tyle samo 8,90kg.





Co raz silniej zaczyna wiać. Czesław dostaje informację, że Darek i Jacek nie przyjadą. Wybrali Krążno. Szkoda. Zawsze raźniej w grupie. Przyjeżdża Sebastian i dołącza do nas. Wywozimy zestawy i udajemy się pod wiatę. Wiatr wieje coraz mocniej. Tak wieje, że Czesław przykleja taśmą wędki do sygnałków żeby ich nie zwiało.



Całe szczęście Bartek przywiózł nam plandekę, którą zasłaniamy część wiaty i dzięki temu jesteśmy wstanie wytrzymać na zewnątrz. Dochodzą nas informację, że chłopaki na Krążnie liżą rany. Przez wichurę Darek ma połamany namiot a Marek narzuty szuka na drzewie. Wieczorem Czesław ma branie. I wtedy okazało się, że innowacyjny pomysł z montażem taśmy spełnia swoją rolę tylko wtedy, gdy nie ma brań. Po krótkiej walce z odklejaniem taśmy Czesław holuje. Ryba nie stawia dużego oporu i po chwili trafia na matę. Waga wskazuje 11,2kg. Ale za to dobrze mierzy ponad metr.





Czesław ma szczęście do "longerów". W zeszłym sezonie również złapał chyba najdłuższą rybę sezonu. Tego samego wieczoru ja mam dwa brania, ale niestety karpie wygrywają i spinają się zaraz po rozpoczęciu holu. W nocy mój sygnalizator pika trzykrotnie. Wyskakuje z namiotu i staje przed wędkami. Swingery stoją jak stały. Żadnych ruchów wędek. No nic. Idę dalej spać. Do rana już cisza. Ściągamy zestawy. Jedna wędka w zaczepie. Wypływam z Cześkiem, aby odplątać zestaw. Podpływamy pod wyspę a strzałówka wskazuje, że zestaw jest przesunięty jakieś 5-7 metrów w prawo. Pytam się Prezesa czy na pewno zestaw położył w tym samym miejscu. Obruszony odpowiada, że chyba jeszcze wie gdzie zestawy kładzie. Kij się gnie niemiłosiernie. Decyzja - rwiemy zestaw. Strzałówka nawinięta na ramię, wsteczny bieg pontonu i.... nic. Zaczepione na amen. Czesław ustawia odwrotnie ponton i rusza do przodu. Większa siła ciągu daje rezultaty. Pomału zaczynamy coś wyciągać z pod wyspy. Podciągam do powierzchni wody i widzę dużą, starą gałąź. W tym gąszczu widzę mój zestaw końcowy i pięknego grubego lina. No i mamy sprawcę tych nocnych pikań i przesuniętego zestawu o kilka metrów. Odhaczamy rybę a te "pół drzewa" wywozimy w trzciny. Jest to kolejna partia drewna, którą wytargałem spod wyspy.



Wiatr zaczyna słabnąć i pomaga nam spokojniej już wywieźć zestawy. Temperatura mocno spada. Rozpalamy ognisko i wieczór spędzamy ogrzewając się w jego blasku. Do rana tylko Sebastian odnotował jakieś ruchy w zestawach, lecz niestety bez sukcesów. Pojedyncze branie bez zacięcia. Rano temperatura spadła do -5 stopni. Niedzielny poranek uświadomił nam, że pomału trzeba się pakować i wracać do rzeczywistości. Sezon rozpoczęty i to całkiem nieźle. W sumie 9 brań. Wyholowaliśmy 3 karpie i 2 liny. Barduta jak zwykle nas nie zawiodła. Wracam nad tą piękną wodę już w maju.







Z pozdrowieniami z nad wody Paweł Dulęba