![]() | ||||
|
|
||||
MOJE ROZPOCZĘCIE SEZONU - BARDUTA![]() Postanowiłem rozpocząć sezon na łowisku Gosławice między 7 a 10 kwietnia z kolegą Zbyszkiem z Warszawy. Niestety, z ![]() ![]() Jeszcze tego samego wieczoru na kulkę Czesława połakomił się ładny lin a mnie "spina" się jedna ryba. Rano jeszcze przed śniadaniem następuje kolejne branie. Znów u mnie. Udaje mi się przyholować rybę do pomostu i Czesław z gracją podbiera miśka. Poranne oficjalne ważenie i sesja zdjęciowa. I jeden i drugi ważą tyle samo 8,90kg. ![]() ![]() Co raz silniej zaczyna wiać. Czesław dostaje informację, że Darek i Jacek nie przyjadą. Wybrali Krążno. Szkoda. Zawsze raźniej w grupie. Przyjeżdża Sebastian i dołącza do nas. Wywozimy zestawy i udajemy się pod wiatę. Wiatr wieje coraz mocniej. Tak wieje, że Czesław przykleja taśmą wędki do sygnałków żeby ich nie zwiało. ![]() Całe szczęście Bartek przywiózł nam plandekę, którą zasłaniamy część wiaty i dzięki temu jesteśmy wstanie wytrzymać na zewnątrz. Dochodzą nas informację, że chłopaki na Krążnie liżą rany. Przez wichurę Darek ma połamany namiot a Marek narzuty szuka na drzewie. Wieczorem Czesław ma branie. I wtedy okazało się, że innowacyjny pomysł z montażem taśmy spełnia swoją rolę tylko wtedy, gdy nie ma brań. Po krótkiej walce z odklejaniem taśmy Czesław holuje. Ryba nie stawia dużego oporu i po chwili trafia na matę. Waga wskazuje 11,2kg. Ale za to dobrze mierzy ponad metr. ![]() ![]() Czesław ma szczęście do "longerów". W zeszłym sezonie również złapał chyba najdłuższą rybę sezonu. Tego samego wieczoru ja mam dwa brania, ale niestety karpie wygrywają i spinają się zaraz po rozpoczęciu holu. W nocy mój sygnalizator pika trzykrotnie. Wyskakuje z namiotu i staje przed wędkami. Swingery stoją jak stały. Żadnych ruchów wędek. No nic. Idę dalej spać. Do rana już cisza. Ściągamy zestawy. Jedna wędka w zaczepie. Wypływam z Cześkiem, aby odplątać zestaw. Podpływamy pod wyspę a strzałówka wskazuje, że zestaw jest przesunięty jakieś 5-7 metrów w prawo. Pytam się Prezesa czy na pewno zestaw położył w tym samym miejscu. Obruszony odpowiada, że chyba jeszcze wie gdzie zestawy kładzie. Kij się gnie niemiłosiernie. Decyzja - rwiemy zestaw. Strzałówka nawinięta na ramię, wsteczny bieg pontonu i.... nic. Zaczepione na amen. Czesław ustawia odwrotnie ponton i rusza do przodu. Większa siła ciągu daje rezultaty. Pomału zaczynamy coś wyciągać z pod wyspy. Podciągam do powierzchni wody i widzę dużą, starą gałąź. W tym gąszczu widzę mój zestaw końcowy i pięknego grubego lina. No i mamy sprawcę tych nocnych pikań i przesuniętego zestawu o kilka metrów. Odhaczamy rybę a te "pół drzewa" wywozimy w trzciny. Jest to kolejna partia drewna, którą wytargałem spod wyspy. ![]() Wiatr zaczyna słabnąć i pomaga nam spokojniej już wywieźć zestawy. Temperatura mocno spada. Rozpalamy ognisko i wieczór spędzamy ogrzewając się w jego blasku. Do rana tylko Sebastian odnotował jakieś ruchy w zestawach, lecz niestety bez sukcesów. Pojedyncze branie bez zacięcia. Rano temperatura spadła do -5 stopni. Niedzielny poranek uświadomił nam, że pomału trzeba się pakować i wracać do rzeczywistości. Sezon rozpoczęty i to całkiem nieźle. W sumie 9 brań. Wyholowaliśmy 3 karpie i 2 liny. Barduta jak zwykle nas nie zawiodła. Wracam nad tą piękną wodę już w maju. ![]() ![]() ![]() Z pozdrowieniami z nad wody Paweł Dulęba |
||||
![]() | ||||