![]() | ||||
|
|
||||
WYCIECZKA NA GOPLANICĘ (09.09.2010)Po upalnym lipcu i przeplatanym upałami i ulewami sierpniu w końcu nadszedł długo przez większość oczekiwany wrzesień - miesiąc dużej ryby. Gwałtowny spadek temperatur zaskoczył karpie i karpiarzy. Na 3-5 września zaplanowałem z kolegą z teamu Karolem zasiadkę na ulubionej przeze mnie i urokliwej wodzie - Goplanicy. ![]() Na łowisku tym nie gościłem od dwóch lat i byłem ciekawy, co i gdzie w wodzie piszczy. Temperatura powietrza 14 stopni (w nocy 5-6), wody 16 st, wiatr zachodni, w miarę słonecznie. Pogoda marzenie. W czasie, gdy uspokajała się fala, widać było delikatne oznaki żerowania karpi, do tego ładne dwie spławki i można było powiedzieć, że nie jest źle. Na miejsce połowu wybraliśmy często atakowany przeze mnie cypelek, na który trzeba było przenieść toboły tylko 100 metrów. Po rozbiciu obozu, jak to zwykle bywa przy browarku omówiliśmy taktykę, miejsca położenia zestawów i aromaty, które miały przechytrzyć kabany z tego łowiska. ![]() Po wywózce zestawów nastał czas oczekiwania. Odwiedziny kolegów z Elbląga Arka i Czesława i właściciela Jarka umiliły nam czas oczekiwania na jakieś piknięcie jednak nic nie zmieniły, brań nie było. W takiej ciszy minęła noc nie licząc 2 spławek. Od wczesnych godzin rannych wypatrywaliśmy oznak żerowania karpi. Były delikatne, jednak nasze wprawne oczy wypatrzyły parę zgrupowań i jedną ścieżkę, którą karpie się przemieszczały też żerując. W te okolice postanowiliśmy wywieźć zestawy przed drugą nocą. Karol postanowił nawet zrezygnować z wywózki łódką zdalnie sterowaną i zdecydował się na wywózkę pontonem gdyż przy sondowaniu zauważył "coś”, co go zainspirowało. Właśnie na zestaw z pod tego "coś" usłyszeliśmy pierwsze piknięcia, jeszcze przed zapadnięciem ciemności. Branie, zacięcie, ryba nie zapięła się. Powtórka wywózki i kolejne oczekiwanie. O godz. 2,40 pi....pi...pi..pipipipi. Jedzie, i to jak? Na Karola kulkę znowu z pod tego "coś", coś zdecydowało się wziąć. Hol dziwny, ryba idzie do brzegu bez żadnych oporów. Dopiero pod brzegiem nie wymęczona pokazuje jak walczy karp pełnołuski z Goplanicy. Duża radość, ryba na macie, fotka i do wody. ![]() Nad samym ranem, jeszcze przed świtem, odzywa się mój delkim. Zacięcie, jest, zapiął się, teraz tylko jeszcze doholować karpia do podbieraka. 10 Minut holu i na macie ląduje karp o bardzo jasnym ubarwieniu, normalny albinos. Fotka, całus, prośba o odwiedziny babci i do wody. Karp wziął z wypatrzonej drogi ich żerowania. ![]() O godz. 8 znowu branie u mnie. Zacięcie i z moich ust padają słowa "o ku..a ale kloc". Kloc i to nie na żarty. Kij wygięty w pałąk, sprzęgło popykuje a ja walczę z myślami, jaki hak na zestawie? Ryba przymurowała do dna, majestatycznie, powolutku, przemieszcza się w prawo, zatrzymuje się i bez jakiegokolwiek szarpnięcie zmienia kierunek. Tak trzy razy a Karol z podbierakiem już przygotowany do podebrania. Doholowałem rybę już prawie pod brzeg i wtedy następuje koszmar każdego karpiarza. Kloc spina się z haka. Tak, pomyślałem, na tym zestawie napewno był hak nr 4. Zasadziłem się na potwory z haczykiem na drobnicę. Niewybaczalny błąd. Ogólnie mielismy po 2 brania, wyjęte po rybie, więc przeliczając to na wynik sportowy to 2:2. Remis na wyjeździe to praktycznie wygrana. Przemyślalismy czy 4 brania to efekt dobrej obserwacji wody i oznaków zerowania karpi czy po prostu weszły na brania. Tak, czy tak, wycieczka udana i wracamy tam jak tylko nam czas pozwoli. ![]() ![]() Pozdrowienia z nad wody. Czesław Jankowski. |
||||
![]() | ||||