Strona główna          Skład - galeria          Artykuły          Filmy          Inne        

PIERWSZA RYBKA SEZONU 2011 - Goplanica (27.06.2011)

Choć plany były inne i pierwsza rybka miała paść na Barducie, którą odwiedziłem z Darkiem i Łukaszem w kwietniowy weekend, to plany musiałem zmienić, bo karpie nas tam nie rozpieszczały i nie doczekaliśmy się żadnego brania. Moją kolejną zasiadkę miałem zaplanowaną na Goplanicy wraz z Michałem. Oboje odwiedziliśmy tę wodę pierwszy raz i pełni nadziei zameldowaliśmy się nad wodą o szóstej rano, rozpoczynając naszą pięciodniową zasiadkę.







Sprzęt zapakowany do pontonu i dwoma kursami transportujemy go na zatokę za wyspą.







Po wysondowaniu dna, wybieramy miejscówki na przeciwległym końcu zatoki (sporo korzeni, zatopionych drzew i konarów), ale przyjmujemy zasadę "Gdzie patyki tam wyniki".














Dzień mija bez upragnionego pika na sygnalizatorach, a kręcioły przygotowane na odjazd.



Około drugiej w nocy pierwszy odjazd, zacięcie i ...kołki.. niestety płyniemy do zestawów, ale karpia już nie ma. Trudno wywozimy zestaw i do śpiworów. Godzina ósma rano i jedzie, tym razem udało mi się przytrzymać go zdala od kołków i po kilku minutach wyciągam swoją pierwszą rybkę sezonu 2011.Waga pokazuje 11kg. Myślimy, że teraz może być tylko lepiej.







Dzień mija bez brania,ale co gorsze, ściągają Michała z pracy i już po pierwszym dniu zasiadki musi wracać do domu. Zostałem sam pełen wiary, że przechytrzę jeszcze kilka misiaków. Odwiedza mnie tylko zaskroniec i właściciel łowiska.



Do czwartku miałem jeszcze dwa odjazdy,ale nie udało mi się wyciągnąć karpii z kołków. Zasiadka nie do końca udana bo zaczęta we dwoje, a zakończona w pojedynkę, ale siła wyższa (PRACA!!!!) Na otarcie łez została świadomość, że sezon na dobre rozpoczęty pięknym pełnouskim karpiem.
Zimny maj również zrobił swoje. Temperatura wody nie była powalająca i choć zatoka, na której wędkowaliśmy jest dość płytka, nie obfitowała w zbyt liczne spławy i gromady wygrzewających się karpii tuż pod powierzchnią wody. Grupę około 15 misiaków zaobserwowałem dopiero, gdy wracałem pontonem do samochodu, a one niewzruszenie stały około 30cm pod lustrem wody przy zatopionym drzewie.Chyba pomyliły im się kierunki, bo ja na nie czekałem przez cztery dni po drugiej stronie jeziora. Szybkie pakowanie i powrót, żeby w domu zarzucić wędkę... ... coś na pewno złapię!



Choć Goplanica nie doświadczyła mnie większą ilością karpii, jestem pewien, że będę tam częstszym gościem.

Przemek Grzeliński