Strona główna          Skład - galeria          Artykuły          Filmy          Przyjaciele teamu        

Mały Szwałk, jezioro godne polecenia 5-7.08.2010 (6.09.2010)

Zawsze chciałem się wybrać na karpie na któreś z jezior mazurskich, niestety, paradoks polega na tym iż mazury są największym skupiskiem jezior w naszym kraju, a zarazem najmniej jest tam łowisk karpiowych. Na szczęście jest Mały Szwałk, jeziorko o wielkości 71 h, większa część położona w śród lasów, okolica bardzo malownicza i spokojna. Dojazd z Gdańska to dokładnie 310 km jadąc na Elbląg - Braniewo - Grzechotki, jest to trasa S22 wybudowana przez Hitlera (wyremontowana w 2008 roku - super ładnie zrobili, odcinek ten można pokonać jadąc 160-180 km/h), zostaje już tylko 200 km mazurskimi drogami, Bartoszyce - Kętrzyn - Giżycko - Mały Szwałk, więc nie jest aż tak źle z dojazdem.



Wybraliśmy stanowisko nr 8, położone we wschodnim krańcu jeziora. Na miejsce należy dojechać leśnymi ścieżkami pokonując półtora metrowe chaszcze, miejscówka posiada mały pomost na którym mieszczą się tripody, obozowisko nad brzegiem w lesie, to stanowisko posiada wiele miejscówek z całą zatoką do dyspozycji.









Najważniejsza rada, jeżeli ktoś się będzie wybierać to radze zabrać ze sobą własny ponton, w rozmowie z właścicielem ustaliłem iż jest łódka do dyspozycji, niestety nie zapytałem jaka, jest to potężna ciężka łódź o ponad 5 metrowej długości!!! którą cholernie trudno się manewruje, cóż trzeba było sobie radzić.



Na nasze stanowiska wybraliśmy przeciwległe trzcinowiska ok. 190 m wywózki, Pierwsze godziny łowienia i pierwsze brania, niestety leszcze i leszczyki, które łapczywie połykały kulki 18 mm, dla nas był to dobry znak gdyż pierwszy raz łowiliśmy na kulki własnej produkcji i nie mieliśmy pewności czy nie są spiep..., tłumaczyliśmy sobie iż skoro leszcz zjadł to i chyba karp zje.




Niestety potworny upał pierwszego dnia ok. 35 stopni niczego dobrego nie zapowiadał, noc upłynęła w miarę spokojnie, trafił się ładny leszcz ok. 2 kg. foto leszcz Kolejny dzień rozpoczyna się od upałów, dopiero pod koniec dnia czuć lekkie ochłodzenie za sprawą nadciągających ciemnych chmur ze wchodu, zapowiadała się burza, mieliśmy nadzieje że przejdzie bokiem lecz było inaczej, nie ma tego złego i zmiana pogody przyniosła również brania. Pierwsza ryba na wędce Łukasza, po ładnym holu niestety ryba spięta, pech, coraz gorsza pogoda, grzmoty już coraz bliżej i następuje branie na mojej wędce, odjazd niesamowity, zacinam, ryba siedzi, bardzo długa walka, rybę trzeba było ściągnąć z przeciwleg�łego brzegu, na ok. 80 m ryba przymurowała do dna, wsiadam na łódkę i płynę do niej, po krótkiej chwili TRZASK!, niestety (a może stety) pęka przypon strzałowy, od dwóch zasiadek planowałem wymienić przypon ale nie miałem na to czasu, więc mam nauczkę. Po tym nie udanym holu, nadciąga niesamowita burza, nigdy takiej nie spotkaliśmy, potężne grzmoty do tego urwanie chmury i niesamowita wichura, po godzinie burza ucichła, w takich warunkach nie było mowy o łowieniu. Niestety chwila spokoju która nastąpiła była ciszą przed burzą. Po niespełna godzinie burza ponownie nas dopadła, ale tym razem warunki były przerażające, w związku iż namiot mieliśmy rozbity praktycznie nie wiele ponad linią wody i posadowiony był miedzy trzema drzewami, nie wiedzieliśmy co zrobić, ulewa była tak potężna że woda dostała się do namiotu z brzegu, a pioruny waliły w pobliżu, wybraliśmy ewakuację do samochodu, po ok. 2 godzinach wróciliśmy aby sprawdzić zniszczenia, całe obozowisko było zalane.



Na pocieszenie przed godziną 5 rano słyszymy odjazd, szybkie zacięcie i długa walka, bałem się o żyłkę i strzałówkę które powinny być wymienione, po ładnej walce, karp ląduje w podbieraku, waga wskazuje 12,5 kg, była to najlepsza nagroda po tak fatalnej i nieprzespanej nocy.









Dalszych brań nie ma, dzień przynosi kolejne upały, temperatura ponad 30 stopni, postanawiamy zakończyć zasiadkę z postanowieniem iż należy obowiązkowo przyjechać na Mały Szwałk, najlepiej na zakończenie lata, gdy temperatury będą niższe.
Pozdrawiam,
DAREK Rynkiewicz