Strona główna          Skład - galeria          Artykuły          Filmy          Przyjaciele teamu        

LETNIE WSPOMNIENIA - ŁOWISKO PIASECZNO - I podejście: 6-8 sierpień 2009(16.02.2010)

Było kilka powodów aby wybrać się na nowo otwarte łowisko karpiowe, wymienię kilka z nich:
- artykuł w KarpMax, opis Przemka Mroczka o walecznych i dzikich karpiach;
- wcześniejsze wyprawy na połów pstrąga, na ogół z sukcesem, już wtedy Zatoka wpadła mi w oko ze względu na walory estetyczne;
- myśl iż właściciel Piaseczna założył i rozwiał przez kilka lat łowisko Wygoniń, część karpi "Wygonińskich" pochodzi z Piaseczna;
- bardzo droga licencja (350 zł za dwie doby), czy Drogie = Dobre?
Te powody oraz chęć połapania ryby spowodowały iż zdecydowaliśmy się razem z kuzynem Łukaszem Rogowskim wybrać się w nieznane.
Po przybyciu na miejsce nasze kroki zostały skierowane pod główny pomost, tam też można dojechać samochodem, cały osprzęt należy wypakować (samochód odstawiamy na parking) i przenieść na pomost. Obsługa łowiska przekazuję na cały okres zasiadki łódkę w którą to upychamy cały nasz bajzel (gdybyśmy się nie zapakowali na raz, możemy pozostały osprzęt przewieść drugą łódką - usługa bez dodatkowej opłaty). Możemy korzystać tylko i wyłączne ze środków pływających które są dostępne na łowisku, zakaz stosowania własnych pontonów i łodzi, nie dotyczy to silników i akumulatorów, które to można przywieść ze sobą (silnik + aku można wypożyczyć lecz za 30 zł / doba). Czeka nas teraz krótki rejs, płyniemy w kierunku północnym w stronę zatoki, pierwsza wskazówka informująca iż jesteśmy prawie na miejscu to tablica "ŁOWISKO KARPIOWE", (jest to granica dla spinningistów). Tablica informacyjna jest umieszczona na pierwszym pomoście, jest to pomost Właściciela i tutaj nie możemy łowić. Ten pomost usytuowany jest przed przesmykiem łączącym jezioro z zatoką. Przepływamy kilkadziesiąt metrów i wpływamy do przepięknej, kameralnej zatoki otoczonej bardzo starymi dębami, bukami oraz olchami, cisza która zakłócana jest odgłosami przyrody dodatkowo potęguje niepowtarzalny klimat.
Naładowani pozytywną energią przystępujemy do rozładunku sprzętu. Wybraliśmy stanowisko nr 3. Jest to pomost drewniany, całkowicie odkryty, o nie zbyt dużych wymiarach, z ledwością rozkładamy na nim namiot i tripody. Stanowiska nr 1 i 2, usytuowane na pomoście, z tą też różnicą że posiadają mały drewniany domek z zadaszeniem (za mały aby komfortowo spać), lecz w sam raz aby posiedzieć (2 osoby) i schować się przed deszczem, wypić piwko, herbatkę i poustawiać pojemniki z kulkami itp. Nie ma mowy o rozbiciu namiotu na pomoście, namiot trzeba rozbić na brzegu. Przystępujemy teraz do najważniejszego, echosonda i płyniemy w poszukiwaniu dobrej miejscówki na nęcenie i posadowienie zestawów. Tutaj sprawa się komplikuje gdyż cała zatoka to mnóstwo zatopionych drzew, podwodnych górek i kryjówek, cześć dna mulista, część twarda, zarówno porośnięta podwodną roślinnością, są też podwodne plaże, każde miejsce wydaje się być dobre, wybór bardzo trudny. Łukasz wybiera podwodną plaże wśród roślinności, ja natomiast zatopione drzewo na 3 m głębokości. Nie ma potrzeby rozkładania markerów, w koło pełno naturalnych oznaczników które łatwo rozpoznać nawet z brzegu. Cała zatoka nie jest zbyt duża zestawy spokojnie można zarzucać z pomostu, my jednak wybraliśmy wywózkę ze względu na potężną ilość podwodnych przeszkód, tutaj ważna jest precyzja posadowienia zestawu. Wiedzieliśmy że wyholowanie ryby w takich warunkach z taką ilością przeszkód podwodnych nie będzie łatwe, ale nigdy byśmy nie przypuszczali że aż tak bardzo, jak się później okazało. Pierwsze branie nastąpiło ok. godz. 19, na wędkę Łukasza, Karp ruszył jak wściekły, żyłka momentalnie wywijała się ze szpuli, jakakolwiek praca hamulcem nie przynosiła efektów, kilka zrywów i słyszymy trzask żyłki, po rybie. Dwie godziny później branie na moim kiju, zestaw posadowiony w pobliżu zatopionych drzew, branie bardzo energiczne, wolny bieg się grzeje, podejście do wędki i hol ryby, walka trwa może z 3 minuty, Karp jak torpeda ucieka w zatopione przeszkody, po chwili trzask żyłki, kolejna porażka. Nastąpiła przerwa, nie wiemy czy ryby się spłoszyły czy przestały zerować, do rana zero brań. Znowu badamy dno i nęcimy, jednak do wieczora nic się nie dzieje. Zbliża się druga noc, centralka wędki zestawu zarzuconego w okolicach zatopionych konarów odzywa się, szybko ruszam do kija, czuje potężny opór, ryba praktycznie nie do zatrzymania, ucieka jak szalona, próbuje odpuścić rybie, wskakujemy na łódkę, karp nawet na chwilę nie chcę się zatrzymać, ucieka jak oszalały, slalomem między zatopionymi drzewami, już wiem że to koniec. Na pomoście zwijam żyłkę (Shimano Technium 0,30mm), odcinek ok. 15 metrów jest do całkowitej wymiany, postrzępiony jak by ktoś papierem ściernym po nim przejechał. Wstyd się przyznać ale tej nocy mieliśmy jeszcze trzy hole, żadnej ryby nie udało się wyciągnąć, przypon strzałowy i dobra żyłka to nie wszystko, zabrakło dobrej plecionki, pewnie doświadczenia. Podsumowując pozostał ogromny niedosyt, mieć kilka razy rybę na haku i za każdym razem zostać pokonanym jest to ciężka sprawa. Na pewno karpie na Łowisku Piaseczno są niesamowicie waleczne i dzikie, a podwodne przeszkody ułatwiają im zadanie. Ten wyjazd nauczył nas pokory, zdobyliśmy nowe doświadczenie i zmotywował do dalszego łowienia, aby następnym razem przechytrzyć tą wspaniałą rybę. Niebawem zapraszam do następnego artykułu o II próbie zdobycia Piaseczna, razem z kolegą Pawłem Dulęba (Paweł Tyski), zmotywowani, uzbrojeni w plecionki opowiemy jak było. C.D.N. Darek Rynkiewicz