![]() |
||||
|
|
|
|
||
|
|
||||
|
Decyzja na temat powrotu do Piaseczna została podjęta praktycznie w chwili wyjazdu, zaraz po pierwszej zasiadce,
po której pozostał niesamowity niedosyt w związku z totalną klęską, była ryba, były brania, były hole ale nic się
nie udało wyciągnąć. Pozostało mi tylko przekonać któregoś z kolegów do wspólnej wyprawy. Pawła "Tyskiego" (Paweł
Dulęba) nie trzeba było za bardzo przekonywać, od razu przeszliśmy do rezerwacji łowiska. Padło na dzień 28-30
sierpień 2009. Nad wodę przybył pierwszy Paweł, ja dojechałem dosyć późno, godzina 17-18. Paweł przez ten czas
przygotował stanowiska oraz miejsce na obozowisko.
![]() W związku iż postanowiliśmy wybrać pomost z małym domkiem, namioty trzeba było rozbić na brzegu, ta opcja też wchodzi w grę i da się łowić. Jedyny minus to taki iż od wędek do namiotu jest jakieś 15 metrów. Droga prowadzi drewnianym pomostem, który jest jednak małym zagrożeniem, zwłaszcza gdy trzeba wybiec w nocy z namiotu, a w koło jest bardzo ciemno. Sam się przekonałem że nie łatwo jest szybko wbiec na pomost i prawie dwa razy wylądowałem w wodzie. ![]()
Postanowiliśmy wybrać miejscówki w pobliżu zwalonych drzew i podwodnych górek, tylko jedną z wędek wywiozłem na skraj zatoki z jeziorem w pobliżu trzcin. Wśród gęstej roślinności udało się znaleźć jedną piaszczystą plażę na głębokości ok. 1,5m. Pierwsza noc upłynęła bez brań. Zauważyliśmy pogorszenie pogody, poranek zaczął się wietrzny i widać nadchodzącą jej zmianę. Jak wszyscy wiedzą nie jest to dobry znak. Dzień wykorzystujemy na zanęcanie oraz sprawdzenie zestawów. Miejscówki z pierwszej zasiadki totalnie milczą, .... gdzie się podziały ryby?. Zapada zmrok i słyszymy pierwszy odgłos sygnalizatora. W końcu branie,
jest to
wędka którą wywieźliśmy pod zwalone drzewo.
Szybko podbiegam do tripoda, lekkie zacięcie i hol. Ryba ucieka w zatopione konary, uzbrojony w plecionkę oraz
przypon strzałowy czuję się pewnie, lecz nie trwa to długo. Zaledwie po kilku minutach TRZASK i luz, ... wiem
już że po rybie. Pytanie co się stało, czyżby zerwana plecionka lub strzałówka? Zdenerwowanie duże, myślę sobie
powtórka z historii, jak to możliwe że znowu to samo, a przecież miało być lepiej. Okazuje się iż jest to moja
wina, tym razem nie wytrzymał przypon!!! No ale strzelił nie na węźle lecz na plecionce (po czasie doszedłem iż
przyczyną była para, wystarczy minimalnie za długo podgrzać koszulkę termokurczliwą a plecionka ulegnie
osłabieniu, nawet jeśli wizualnie wygląda ok. to traci wytrzymałość i łatwo się urywa).
Zapada noc, kładziemy się spać z nadzieją iż sen zostanie przerwany odgłosem centralki i sygnalizatora. Tak też
się stało, drugie branie jak później się okazało ostatnie, ma miejsce na zestawie wywiezionym na skraju zatoki i
jeziora, na podwodnej plaży. Karp skusił się na dwie kulki (bałwanek). Na szczęście ryba ucieka w trzciny, a nie
zatopione drzewa. Od razu wskakujemy do łódki i staramy się rybę odciągnąć od kryjówki. Po kilku minutach
dopływamy do karpia, schował się wśród gęstej roślinności, z trudem udaje nam się go wyholować do podbieraka,
ryba jest nasza!!!
Jest środek nocy, szczęśliwi dopływamy do pomostu, naszą zdobycz przechowujemy w worku karpiowym do rana, jest
zbyt ciemna noc aby zrobić zdjęcia. Do rano sygnalizatory milczą, postanawiamy zważyć naszą zdobycz. Karp nie
jest gigantyczny, ma niecałe 11 kg i okazuje się iż tej zasiadki była to jedyna ryba.
Podsumowując, po raz kolejny mamy pewien mały niedosyt, tym razem spowodowany bardzo małą ilością brań. Dwa brania
na dwie doby to mało, uważamy iż powodem takiego stanu rzeczy była bardzo zmienna pogoda.
Wracamy jednak
usatysfakcjonowani gdyż udało się wyholować pierwszego karpia z Piaseczna.
Zapraszam na III część zasiadki w Piasecznie, ale już w 2010 roku C.D.N. Darek Rynkiewicz ![]() |
||||
![]() |
||||
|
|
|
|
|
|