|
|
PIERWSZA 20-STKA W TCT (1.07.2009)
Wyjazd na ryby zaplanowałem na 12.06. Jak przystało na profesjonaliste
postanowiłem wcześniej obnęcić łowisko i popływać z echosondą w celu
sprawdzenia ukształtowania dna. Mapa którą posiadałem , nie do końca
odzwierciedlała rzeczywistość , a stanowisko nie było nigdy odwiedzane
przez żadnego karpiarza. Po skontaktowaniu się z kolego z TCT Pawłem,
już dwa dni później pływaliśmy i szukaliśmy miejsc gdzie po zanęceniu
wylądują moje zestawy. W tym miejscu chciałbym podziękować Pawłowi za
poświęcony mi czas i za bojki które po wyjściu na brzeg pomogły mi w
weryfikacji mapy łowiska i punktów odniesienia. Łowisko obnęciłem
kukurydzą z konopią, granulatem i kulkami własnej produkcji.
Pełen optymizmu (dziesiąty raz nad tym kilkudziesięcio hektarowym jeziorze bez brania w
2009 r),po przeniesieniu gratów z auta na stanowisko (ok 400 m), w czym pomogła mi moja
ukochana zona( przypilnowała część sprzętu żeby nie dostały nóg zanim doniosę następne)
wreszcie rozbiłem namiot, postawiłem poda i zarzuciłem zestawy. Noc mineła jak zwykle nad
tym jeziorem w ciszy i spokoju. Rano zmiana kulek, wymiana poglądów z miejscowymi, nie tylko
wędkarzami, poznawanie nowych ludzi, jak to na PZW i czekanie na ten pierwszy piiiiiip. W trakcie
rozmowy z nowo poznanym kolegom Tomkiem mój MP1 mówi biegnij ( piiiiii piiii).
Namiot miałem rozbity dość daleko od poda , a tego z kolei schowanego za krzaczkami żeby nie
wzbudzał podejrzeń ryb. Może to trochę na wyrost ale jak się nie ma brania przez dwa miesiące to
człowiek wymyśla takie teorie że głowa mała. Dobiegam do wędek. Lekkie zacięcie i jest. Super.
Jestem wielki, czy tylko też taka będzie ryba? Po trzech minutach walki w podbieraku ląduje
karp 9.40 kg. Małe ważonko, sesja, całusek i następna zmiana kulki. Naprawdę jestem wielki.
Pierwsza ryba w tym roku i to 13.06. Mija kilka minut i słyszę trzy pipnięcia. Zerkam. Swinger
nie zmienił położenia. Myślę leszcz, jednak moja reakcja jest jednoznaczna. Kieruje się w
stronę wędek. W czasie podbiegania swinger zaczyna iść ku górze i słychać następne pii pii.
Gdy już jestem przy wędkach mój MP1 zaczyna wyć. Delikatnie zacinam. Jest? Zaczep? Po chwili
idzie powoli do powierzchni z 4 m głębokości. Pomyślałem maluch. Karp znowu schodzi do dna i
w stronę brzegu idzie prawie bez oporu. Zwijam żyłkę, jest blisko. Miejscowy podaje mi
podbierak. Ryba wychodzi z głębokości tak ze mogę ją zobaczyć. Próbuje wciągnąć rybę do
podbieraka. Karp robi obrót o 360stopni i wynurza się do połowy nad powierzchnie wody po czym
ląduje w podbieraku po 3 minutach holu. Rewelacja. W ciągu 20 minut złapałem 2 ryby i w
dodatku na tą samą wędkę.
Podczas ważenia waga zawiesza się. Zaczyna pokazywać tylko 18-19 kg nawet bez obciążenia.
Po prostu padła. Wiadomo trzynasty. Coś nieprzewidzianego musiało się wydarzyć. Karp trafia
do worka a ja dzwonię do kolegi z prośbą o przyjazd z wagą. Czas oczekiwania na nią się
dłuzył prawie jak czekanie na branie a w głowie piętrzyły się myśli. Czyżby życiówka????
Podczas ważenia okazało się że mój nowy rekord życiowy to 20.12 kg. Przez tydzień był to
też rekord wody na której go złapałem ale już został pobity co może świadczyć że pływają
tam znacznie większe sztuki.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o karpiu którego wyholowałem na następnej zasiadce który
pomimo swojej wagi (10 kg) dał mi naprawdę popalić i zaprezentował jak ta ryba może być
waleczna. Między zasiadkami z kolegą Czesławem jeszcze raz przesondowaliśmy dno w okolicy
tego stanowiska i okazało się tak jak się spodziewałem. W sąsiedztwie tego stanowiska też
idzie połowic. W lipcu zaplanowaliśmy tam zasiadke o ile tylko (pogoda) plażowicze nam na
to pozwolą.
Pozdrowienia z nad wody Paweł Kuczyński.
|
|