Strona główna          Skład - galeria          Artykuły          Filmy          Przyjaciele teamu        

ZIMA



Korzystając z wolnego dzionka w pracy wybrałem się na przejażdżkę na jezioro Krążno. Naczytałem się w Internecie o przyduchach i zaniepokojony chciałem sprawdzić jaka sytuacja jest na moim ulubionym łowisku. Uzbrojony w piłę spalinowa, echosonde, kamerę podwodną, wiertło, no i parę wędek zjawiłem się nad ... (chciało by się napisać... wodą) olbrzymią zmarźliną ok 9 rano. Po wywierceniu pierwszego otworu stwierdziłem, że piłę mogę sobie schować w ... buty. Lód za gruby, a raczej 25 cm lodu i 25 cm zmarzniętego śniegu i moja mikropiła nie podoła. Nic to. Właściciel łowiska - Tomek miał wycięty przerębel 2,5 x 2 m. Wystarczyło tylko ściągnąć 3 mm warstwe lodu. Przez cały dzień do przerębla nie zbliżyła się żadna ryba.

Następnie odpaliłem kamerę podwodną. Ta rozświetliła monitor, parę błysków i ... no i przestała działać. Walnął gdzieś kabel zasilający. Już szwankował poprzednim razem, ale po co naprawić. Następna w kolejce była echosonda. Ta nie zawiodła. Lokalizowała najwięcej ryb tak jak na poczatku zimy na głębokości 3-4 m (przy 6m). Po tych zabiegach zaczął się czas na przyjemności. Poszły w ruch "wędziska". Na zestaw ze spławiczkiem założyłem to co miałem przy sobie - szynke z kanapki. Myślę, że szynka raczej nie jest naturalnym pożywieniem płoci i brania były delikatne nawet nie pofatygowałem sie by je zacinać. W końcu chodziło mi tylko o brania, nie o ryby. Na koniec zostawiłem sobie to, co jeszcze w zimowym wędkowaniu mnie pociąga - błystka podlodowa. Przez pierwszą godzinę miałem tylko parę uderzeń, w drugiej wyciągnąłem parę mikrookonków, ale się rozkręcały. W trzeciej godzinie okoń już brał całkiem przyzwoicie. Na 10 wyciągniętych już były takie po 20 cm. Oczywiście wcześniej padły mi akumulatorki w aparacie - po co doładawać i tak karpia nie złapie.


Tomek i rybak, który opiekuje się wodą potwierdziłi wcześniejsze - letnie rozmowy - że na tym jeziorze nigdy nie było przyduchy. Także rozmowa ta i pobyt na lodowcu Krążno uspokoiły mnie. Sądze, że naszym kumplom karpiom nic na Krążnie nie grozi. Oby jak najszybciej nadeszła wiosna. Ryby i karpiarze już nie mogą się doczekać. A co jutro? Jutro znowu będziemy wąchać kulki i oglądać sprzęt. To pomaga nam przetrwać te ciężkie zimowe godziny. Na koniec dorzucam fotke przedstawiającą wyjście z żeremi bobrów, które się "zagnieździły" na Krążnie.






A to unowocześniona, zmotoryzowana wersja bobsleja, który z powodzeniem szalał na lodzie.




Dodano 14.03.2010



13 marca już nie tyle z obawy przed przyduchą a raczej z chęci wyrwania sie gdzieś na łono natury znowu zawitałem na Krążnie. Odnowiłem duży przerębel w celach obserwacyjnych i wywierciłem 15 przerębli do połowienia. Ryba nie była specjalnie skora do brań. Odczuwa trudy długiej zimy, ale też można (jak zwykle) tłumaczyć to pogodą. Przepiękne słońce a za chwilę ściana śniegu że nie widać drugiej strony jeziora. Przez 2 godzinki machania wędką z małą błystką podlodową poczułem parę uderzeń w blaszkę a wywindowałem na powierzchnie 2 mikrookonki (12-15cm) i płotkę.



Nie zaobserwowałem żadnych niepokojących objawów. Przy okazji pospacerowałem i zrobiłem parę zdjęć z dokonań bobrów.







Z przykrością muszę napisać że zima nadal nie odpuszcza.



Do jak najszybszego zobaczenia nad wodą. Czesław.